29/07/2026
Jesień w trawie złotem błyszczy,
A na trawniku – milion liści.
Bierzesz grabie, machasz żwawo,
Raz w lewo, a raz w prawo.
Robisz skłon... i w tym momencie
Nagle w plecach czujesz pęknięcie!
Lędźwie krzyczą, dysk się pręży,
Ból cię skręca w kształt dwóch węży.
Stoisz w pół zgięty jak stary parawan,
A przed tobą wciąż nieknięty trawnik i ganek!
Łza w oku kręci się, kręgosłup strzyka,
A sąsiad zza płotu głośno się chichota...
Stop! Rzuć te grabie prosto w chwasty!
Mamy XXI wiek, czas na kontrasty!
Po co się męczyć, giąć i schylać,
I cały wieczór w bólach przewijać?
Wyciągnij z garażu sprzęt doskonały –
Odkurzacz do liści, głośny i wspaniały!
Klikasz przycisk, silnik głośno warczy,
I żaden ból już ci nie dołoży i nie dostarczy.
Wciąga klony, dęby, buki,
Bez gimnastyki i bez nauki!
Ty stoisz prosto, jak pan na włościach,
Zero litości dla liści, zero bólu w kościach.
Wymiecione wszystko w trzy minuty z kawałkiem,
A ty rzucasz grabie... i zostajesz bohaterem z małym nakładem!
Morał z tej bajki niech w głowie ci świta:
Kto sprząta odkurzaczem – o maść na plecy nie pyta!
Grabie zostaw w muzeum na półce,
A sam daj odpocząć swojej małej "kukułce".