Cleaneria

Cleaneria FirmaSprzatajaca.pl
[email protected]
[email protected]
tel.: 605 24 44 44 | 531 88 34 02 z o.o. ul.

KONTAKT
FirmaSprzatajaca.pl
Portal Branży Utrzymania Czystości

Wydawca:
Cleaneria Sp. Zalesie 21
Gaj 32-031 Mogilany

tel 605-24-44-44
e-mail: [email protected]

Redaktor naczelny:
Piotr Słomka
tel. 0-605-24-44-44

Koniec umów zleceń już w tym roku? Dla naszej branży to rewolucja. Oj będzie się działo na rynku.Lobbyści z pewnością ju...
10/02/2018

Koniec umów zleceń już w tym roku? Dla naszej branży to rewolucja. Oj będzie się działo na rynku.
Lobbyści z pewnością już ciężko pracują nad stworzeniem jakiś furtek dla firm sprzątających. Kolejny ciekawy rok.

Koniec z umowami śmieciowymi. Prawo zawierania umów cywilnoprawnych zostanie przyznane wyłącznie samozatrudnionym.

Przypadki Marzenki cz. VI.Marzenka ma dzisiaj wolne. Będzie imprezowała. A gdzie? W swoim dawnym miejscu pracy. Idzie na...
08/11/2017

Przypadki Marzenki cz. VI.

Marzenka ma dzisiaj wolne. Będzie imprezowała. A gdzie? W swoim dawnym miejscu pracy. Idzie na proszone przyjęcie z okazji urodzin przyjaciółki, którą tam swego czasu poznała. Na przyjęcie z wyżerką, czyli ze szwedzkim stołem na stojąco. Swoją drogą, ten kto wymyślił przyjęcie na stojąco, był złośliwy, albo skąpy. Oszczędził na jedzeniu i stołkach.

Troszkę mi dziwnie wracać do tego budynku, gdzie „zdarłam paznokcie” szorując każdy jego centymetr. Dziwnie mi też spotkać się z ludźmi, dla których byłam jedynie sympatyczną sprzątającą, którą widywali codziennie w budynku. Generalizuję. Przecież z niektórymi zawarłam znajomość, a w kilku przypadkach nawet i przyjaźń.

Koleżanka, którą spotkałam, będąc na przyjęciu, wytknęła mi w oczy:
„Nigdy nie żałuj[…]” - powiedziała - „[…] że tu sprzątałaś.” Gdyby nie ta praca
nie poznałabyś przecież nas! Ma dziewczyna rację.

W każdym razie będąc w moim starym miejscu pracy, z początku starałam
się nie patrzeć wnikliwie, jak i gdzie jest posprzątane. Nic mi z tego jednak nie wyszło, bo po chwili gapiłam się już wszędzie, w poszukiwaniu niedociągnięć nowej koleżanki. Oczywiście, że uważam siebie za lepszą w sprzątaniu od niej, ale jest sympatyczna i jej tego nie powiem. Niech sobie robi, co chce, to już nie mój teren. Jest brudno. I tyle.

Gdy dotarłam windą do sali ze szwedzkim stołem, ileż frajdy sprawiło mi brudzenie! Zdałam sobie sprawę, że po raz pierwszy mogę dobrze się bawić, ani troszkę nie zwracając uwagi, jaki bałagan zostawiam wszędzie po sobie. Rozlewałam więc wodę w łazience z kranu po podłodze. Wytargałam za dużo papierowych ręczników, zużyłam za dużo papieru toaletowego. I wiecie co? Poczułam się z powrotem człowiekiem!

A później się rozszalałam. Będąc już wreszcie przy stole, gdy pokonałam kolejkę głodnych gości, nałożyłam sobie na talerz stosunkowo za dużo jedzenia i niby niechcący jedzenie zaczęło spadać mi z talerza na podłogę. Ups! W ogóle nie przejęłam się tym faktem i z premedytacją zaczęłam po nim deptać, przesuwając się wzdłuż stołu w kierunku ciasta i napojów. Później spacerowałam pomiędzy znajomymi, wymieniając się stosownymi zwrotami grzecznościowymi, pozostawiając za sobą szlaczki z jedzenia po całej Sali. A za mną podążali w znanych tylko sobie kierunkach inni gości z przyjęcia, dokonując reszty zniszczenia całej podłogi na sali. Jedna dama to prawie się wywróciła na tej jedzeniowej ślizgawce. Taki zrobił się nagle bałagan. Obsługa ratowała, jak umiała całą sytuację, ale po chwili poległa nie mogąc ogarnąć już niczego. Niedobra Marzenka! Jej wina. Jak zawsze musiała coś zmalować. Gości było naprawdę sporo, więc obsługa przeliczyła się w swoich sprzątaczych możliwościach.

Koniec końcem zabrakło papieru w toalecie, więc goście zaczęli używać papierowych ręczników do załatwienia swoich spraw i chcąc nie chcąc zatkali pion kanalizacyjny. A że impreza odbywała się na najwyższym piętrze w budynku, stworzył się w rurze kanalizacyjnej mega zator i ostatnie spuszczenie wody spowodowało eksplozję nieczystości na parterze.
Co też się nie działo! Na początku nic wielkiego, bo w sumie rura się odetkała i goście uradowani nadal mogli korzystać z sedesów. Na parterze budynku rozlało się morze nieczystości. Dosłownie wszędzie. Zarządzono więc ewakuację gości i wezwano ekipę hydraulików.

To wszystko wiem z opowiadania koleżanki, bo ja na szczęście wyszłam wcześniej po spałaszowaniu przepysznego jedzenia z mojego talerza i pożegnaniu się z tym, z kim warto było się spotkać.
Planując imprezę, należy mierzyć zamiary na siły. Nie da się bowiem zorganizować dobrego przyjęcia po kosztach. O tym przekonała się Marzenka.

Jak szybko zarobić milion dolarów? Załóż firmę sprzątającą ........................... w USA :)
06/11/2017

Jak szybko zarobić milion dolarów? Załóż firmę sprzątającą ........................... w USA :)

Przypadki Marzenki cz.VKilka dni temu odbyłam ciekawą rozmowę dotyczącą oczywiście sprzątania (Bo o czym innym ja mogę r...
03/11/2017

Przypadki Marzenki cz.V

Kilka dni temu odbyłam ciekawą rozmowę dotyczącą oczywiście sprzątania (Bo o czym innym ja mogę rozmawiać?), podczas której to z ust mojego rozmówcy padły sakramentalne pytania: „Czy sprzątać można z pasją?” oraz „Czy można czerpać ze sprzątania satysfakcję?”.

Zaczęłam się więc mocno zastanawiać, (Jak zwykle podczas sprzątania obiektu. Bowiem przy mopie najlepiej się myśli. Ma się mnóstwo czasu, zważywszy na metraż, który trzeba umyć.), co można odpowiedzieć na te pytania i moja głowa puściła wodze fantazji. Myślenie zakończyłam wysnuciem teorii, że rzeczywiście jest kilka miejsc i sytuacji, w których jednak sprzątamy z pasją.

Przechodzę do sedna. Na przykład szpitale sprzątane są z sercem. Może nie przez wszystkich sprzątających, bo zawsze znajdzie się osoba, której już nic nie rusza na tym świecie, ale jednak przez większość z nas. Pracując na takim obiekcie, cieszymy się z tego, że pacjenci szybciej dochodzą do zdrowia dzięki naszemu udziałowi, mając po prostu czysto wokół siebie. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że „lepiej się choruje” leżąc w czystym łóżku, przemieszczając się po błyszczącym korytarzu, używając czystej toalety. Nie wspominając w pierwszym rzędzie, że sale operacyjne muszą być sterylnie wysprzątane, bo od tego zależy zdrowie i życie pacjenta. Sprzątanie w szpitalu urasta do rangi misji, jaką jest walka o zdrowie pacjenta.

Co by się działo, gdyby armia sprzątających nagle opuściła szpitale i przychodnie zdrowia w proteście o podwyżkę robiąc sobie strajk? Bakterie nie krępując się niczym i nikim, zżarłyby wszystko, co znalazły na swojej życiowej drodze. A pacjenci? Pochorowaliby się jeszcze bardziej. Wychodzi na to, że sektor sprzątający mając misję do spełnienia, nie może strajkować.

Wszelkie instytucje użyteczności publicznej, szkoły, przedszkola, żłobki. Te miejsca, gdzie ludzie się leczą, uczą, załatwiają sprawy urzędowe, muszą błyszczeć i pachnieć. A sprzątaczki swoją mrówczą pracą stwarzają doskonałe warunki do pracy i życia nam wszystkim. Wpadam w patos. Często mi się to zdarza, gdy wielka myśl przechodzi przez głowę. Marzenka jest bowiem uczuciowa. Przecież pracuje z ludźmi. Musi być ludzka.

Gdy zapytałam moich kolegów z pracy czy sprzątają z pasją, odpowiedzieli że tak, bo odnajdują satysfakcję również w otrzymywaniu pochwał od mieszkańców bloków, kamienic innych miejsc, w których sprzątają.
To bardzo motywujące, gdy słyszy się od prawie obcej osoby, że twoja praca ma sens i jest dla niej cenna. Takie słowa są bardzo budujące. Gdy chwalą, bardzo szybko odnajdujesz w sobie motywację do pracy i odczuwasz satysfakcję z jej wykonywania, żeby nie wiem jak była mozolna i nudna.

Chwalcie więc państwo przełożeni od czasu do czasu swój personel, jeśli chcecie by jego praca przekładała się na efekty! Każdy człowiek szuka własnej motywacji do pracy w tym zawodzie. Nie zarabiamy w nim kroci, ale radość czerpiemy z pochwał, które spływają z ust obcych ludzi lub szefostwa.

Nie czerpiemy satysfakcji z setnego wyszorowania tej samej toalety w setny nowatorski sposób powodujący jej czystość. Tylko z dobrego słowa. Już mówiłam … Marzenka brzmi dzisiaj patetycznie…

26/10/2017

Przypadki Marzenki cz.IV

Powinnam robić zdjęcia. Koniecznie. Zdjęcia tych wszystkich bałaganów, które sprzątam. Można by z tych zdjęć zrobić niezły wernisaż. Pewnie niezbyt wartościowy artystycznie, ale z pewnością zajmujący. Przynajmniej na chwilę.
Nie jestem oryginalna w moim pomyśle wystawy fotografii bałaganu, gdyż kilka miesięcy wstecz w moim mieście jeden bardziej lub mniej znany artysta skonstruował ze śmieci ogromną śmieciową instalację.
Pozwolił ją zwiedzać za darmo przypadkowym przechodniom, ponieważ droga do przystanku, na który się kierowali, przebiegała wzdłuż tego jego dzieła sztuki. Nie wiem, czy facet zrobił sobie z ludzi żart i obserwuje, ich z ukrycia śmiejąc się do rozpuku, jak rozwodzą się nad jego wielką sztuką, czy rzeczywiście jest to dla niego coś ważnego.

Powinnam pójść w jego ślady i fotografować bajzel. Instalacja z mopów, instalacja z wiader, wózków itp. Oczywiście z mojej strony to tylko żart. Nie mam zamiaru. Nie jestem człowiekiem sztuki, jestem sprzątaczką.
Koniec końcem pożałowałam w rozmowie z koleżanką, że nie udokumentowałam na zdjęciach bałaganu, jaki powstał w firmie po imprezie integracyjnej. Impreza trwała kilka dni z rzędu, a ja zostałam przydzielona do stania na straży porządku. Stałam więc zawsze nieopodal bałaganu, by rzucić się w odpowiednim momencie na brud. Te ilości śmieci, brudnych naczyń, rzeczy do mycia i segregacji zdawały się momentami nie mieć ograniczeń w czasoprzestrzeni, ani tym bardziej jakiegokolwiek końca. Nieskończoność kosmosu wydawała się skończoną, w porównaniu z nieskończonością pracy, jaką wykonałam, tropiąc wszędobylski bród i smród. Śmieciory wylewały się drzwiami i oknami kolorową rzeką za ludźmi na podwórze, na ulicę ...

Tworzyły obraz nie do opisania. Nie do ogarnięcia wzrokiem.
A ja, niczym mitologiczna bogini porządku już nie chodziłam za wózkiem do sprzątania, ale biegałam sprintem z pomieszczenia do pomieszczenia, myjąc, myjąc i mordując bród, który stał niczym dzika bestia w każdym zakamarku budynku, puszczając do mnie od czasu do czasu zadziorne „oczko”, by w końcu rzucić się, próbując pozbawić mnie resztek sił.

W ferworze walki z bestią najbardziej dobijali mnie wysztafirowani (przesadnie elegancko ubrani ,-red.) ludziska akurat wówczas, gdy nie wiedziałam gdzie dosłownie wsadzić moje ręce. Wzywali mnie telefonicznie, bym akurat teraz, zaraz wyczyściła im, na przykład plastikowy kontakt w ilości jednej sztuki na ścianie. I to zadanie nie mogło poczekać. Bo sam szef szefów nie mógł spokojnie imprezować w momencie, gdy złośliwy kontakt gapił się na niego ze ściany brudnymi ślepkami z krzywym uśmiechem na plastikowej gębie.
Wycierałam więc do czysta osaczające szefa zewsząd drapieżne przedmioty i modliłam się, by mnie cierpliwość nie opuściła oraz nie trafił zbyt wcześnie szlag, gdyż moja kariera sprzątaczki zakończyła, by się niechybnie w momencie głośnego walnięcia drzwiami po mojej nagłej ucieczce ze stanowiska.
Wiele razy dostawałam i dostaję takie dodatkowe, irracjonalne dla mnie zadania.
W nieodpowiednim dla mnie momencie. Takie ekstra gratisy, podczas mojego dnia pracy. Nazywam je nagrodami za złe zachowanie. Jak komuś coś nie wychodzi w jego własnej pracy, to na kim może się wyładować emocjonalnie w pierwszym rzędzie? Ano na sprzątaczce, bo jest pod ręką.

Takie paranoiczne zadania, jak doczyszczanie drapieżnych kontaktów, gdy mam do posprzątania ogromną ilość pomieszczeń z ogromną ilością ludzi w minutę. Ponowne szorowanie podłogi, bo nagle płyn śmierdzi, dolewanie wody do kratki kanalizacyjnej, bo akurat teraz zalatuje z kanału itp. Cóż… Moja satysfakcja jest taka, że doskonale wiem, że prywatnie ci ludzie mają bałagan, a ja? Ja mam porządek i spokój. Nie tylko w moim mieszkaniu, ale i w głowie. Jestem złośliwa? Owszem. Jestem tylko człowiekiem.

Wygląda na autentyk. A tak na marginesie mycie okien metodami domowymi rzeczywiście jest dla personelu mocno czasochłonn...
25/10/2017

Wygląda na autentyk.
A tak na marginesie mycie okien metodami domowymi rzeczywiście jest dla personelu mocno czasochłonne.Wychodzi brak profesjonalizmu osób organizujących usługę.

W jednym z bloków na warszawskim Mokotowie pojawiło się nietypowe ogłoszenie. Mieszkańcy zwrócili uwagę pani, która sprząta budynek, aby do swoich obowiązków dodała mycie okien. "Niech umyje je zarząd" - odpowiedziała gospodyni. "Mieszkańcy uprzejmie proszą o umycie wszystkich okien w bloku" - brzmi...

Na TLC Polska pojawił się serial dokumentalny Babski Blues. Opis interesujący:..Dokument „Babski blues, czyli ja ci posp...
13/10/2017

Na TLC Polska pojawił się serial dokumentalny Babski Blues. Opis interesujący:..Dokument „Babski blues, czyli ja ci posprzątam” pokaże widzom zawód sprzątaczki od zupełnie innej, nieznanej dotąd strony. Obala stereotypy i na stałe zrywa ze stygmatyzacją, która zepchnęła tę profesję na margines społeczny. Czy słusznie tak wielu ludzi ją lekceważy? „Osoby sprzątające zawsze będą potrzebne, bo ludzie do końca świata będą bałaganić” – mówi Monika.
Jak na razie do wielu rzeczy pokazanych w tym serialu można się przyczepić. Profesjonalizm osób tam występujących jest raczej szczątkowy (oj, przydałoby się szkolenie :)
Jeśli chodzi o preparaty to zauważyłem tylko lokowanie (?) płynu w spryskiwaczu Ajax.
W 2 odcinku firma wysyła 4 panie i jedną osobę nadzoru do posprzątania 2 jachtów na Majorce. Zobaczymy czy w kolejnych odcinkach jeszcze coś na tej Majorce będą sprzątać.Na razie koszt posprzątania takiego niedużego jachtu to dobre 10 000 zł :)
Ogólnie jednak dobrze, że takie seriale powstają. To może budować pozytywny PR branży.
http://www.tlcpolska.pl/programy/babski-blues/

Przypadki Marzenki cz. 3Dzisiejszy dzień Marzenki rozpoczął się wraz z hukiem spadającego wiadra z 1 piętra na parter. N...
12/10/2017

Przypadki Marzenki cz. 3
Dzisiejszy dzień Marzenki rozpoczął się wraz z hukiem spadającego wiadra z 1 piętra na parter. Na wewnętrznej klatce schodowej biurowca. Z wiadra wylała się na nią cała brudna treść. Zamyślona lub może z lekka śpiąca Marzenka ustawiła wiaderko zbyt blisko krawędzi schodka i kopnęła je niechcący swą zaspaną jeszcze stópką chcąc zejść na niższy stopień.
Klatka schodowa od trzeciego piętra po piwnicę stała się mokrą pułapką na wchodzących do budynku petentów. Śmieci z wiadra girlandami zawisły na poręczach niczym bożonarodzeniowe łańcuchy na choince. Zrozpaczona Marzenka usiadła na schodku powyżej obserwując jak wodospad niszczy całą
jej pracę.
W sekundę ode chciało jej się wszystkiego. „To nie jest mój najlepszy dzień w pracy” - pomyślała. „Najchętniej bym w tym momencie znikła”. Ale jak tu zniknąć? Niestety pracować trzeba, czy się tego chce, czy nie. Niepocieszona więc ruszyła
do naprawiania zniszczeń powodziowych. „Dzisiaj na pewno nie uda mi się wcześniej skończyć pracę” - pomyślała w duchu. W przemoczonych trampkach zeszła po wiadro na sam dół i zatraciła się w naprawianiu zniszczeń.
Sprzątanie nie jest łatwym zdaniem. Mozolne i nudne niszczy człowieka wewnętrznie. Zazwyczaj jest to praca w samotności. Mimo, że człowiek sprząta wśród ludzi jest oddzielony od nich niewidzialną szybą. Widzi ich, ale nie może z nimi porozmawiać. Czasami trafia się na miłe osoby, które nie dzielą ludzi na tych sprzątających i nie i porozmawia się chwilkę. Zazwyczaj jednak dzień upływa w samotności. Będąc człowiekiem ukrytym za metaforyczną szybą widzę więcej. Niewidoczna dla innych słyszę często za dużo. Wyostrzają się moje zmysły. Studiuję rzeczywistość centymetr po centymetrze brudnej podłogi.
Najbardziej żal mi nie bycia w pracy kobietą, gdyż ten zawód wymaga ode mnie pracy w wiecznym kurzu i brudzie, więc nie ma mowy o ładnych ubraniach, nieskazitelnym makijażu, czy zadbanych dłoniach.
Dzisiaj mam kilka wolnych godzin i jak przyglądam się dokładnie moim zmęczonym i zniszczonym stopom to płakać mi się chce. Stopy i nogi to mój majątek w tej pracy, więc staram się o nie w pierwszej kolejności zadbać.
Chciałabym ładnie wyglądać w pracy, ale uwierzcie mi że się nie da. Po kilku godzinach mycia podłogi człowiek zaczyna wyglądać bardzo nie wyjściowo. I wtedy zazwyczaj wchodzi jakaś ważna persona odziana w piękne ubranie i mierzy człowieka z góry na dół nie odróżniając go od małego śmieciuszka. W ciągu mijających godzin na mojej zmianie staję się powoli tak samo szara, jak mój szary korytarz. Jak plama. Nie do odróżnienia. Można mnie śmiało nie zauważyć
i podeptać.
Zastanawiacie się pewnie w takim razie czy jest cokolwiek wesołego w tym moim zajęciu? Jest. To wypłata na koniec miesiąca. Jest nieduża, ale wystarczy by się ubrać z tej okazji ładnie. Poczuć się jak człowiek przynajmniej dzień po jej otrzymaniu. Życie jest drogie, więc płaca sprzątaczki wydawana jest w kilka dni.
Nie dlatego, że jesteśmy rozrzutne, ale dlatego że jest taka mała.
Dlaczego nie zmienię pracy? Bo życie to nie jest bajka, a rachunki trzeba płacić. Poza tym każdy zawód jest ważny, szkoda tylko że niektóre z nich są napiętnowane niechęcią ludzi, którzy nie dostrzegają człowieka w człowieku. Zastanówcie się jak wyglądałyby ulice, gdyby ich nie w ogóle nie sprzątano? Przykład z mojego życia: codziennie rano jadąc do mojej pracy w biurowcu mijam dwóch panów, którzy zamiatają niedopałki z chodników. Ohydna praca, nieprawdaż? Ale ja podziwiam ich. Nie czuję się od nich lepsza. Mam inne warunki pracy, bo mi nie deszcz nie leje na głowę i jest mi ciepło. A oni codziennie pomimo chłodu, deszczu czy letniej spiekoty starają się, by mój rower nie brną przez tunel z niedopałków. Chwała im za to. Inny przykład mojego bohatera pan śmieciarz, który ostatnio rozpływał się z dumy nad tym, że udało mu się dosłownie wykopać tunel pomiędzy worami ze śmieciami w naszym biurowym śmietniku, dzięki czemu wytargał swoje kontenery do śmieciarki. A nie musiał. Mógł to olać. Jest dobrym pracownikiem. Sprząta mój świat.
Dziękuję panowie.

10/10/2017

Szukam kontaktów z podmiotami/osobami świadczących usługi opiekuńcze i wspierające osoby starsze w zachowaniu samodzielności oraz usługi gospodarcze/domowe. Cel w skrócie: konsultacje przed opracowaniem standardów takich usług. Proszę o info na priv. Z góry dziękuje.

Proceder dwóch umów zleceń, pierwsza ozusowana a druga nie, był stosowany przeważnie przez firmy duże i średnie. Dawało ...
04/10/2017

Proceder dwóch umów zleceń, pierwsza ozusowana a druga nie, był stosowany przeważnie przez firmy duże i średnie. Dawało im to dużą przewagę konkurencyjną nad firmami, które stosowały "niezoptymalizowane koszty zusu". Wygrywali kontrakty oferując niższe stawki. Panowało ogólne przekonanie, że jest to zgodne z prawem. Teraz okazuje się, że nie do końca.
W tej kwestii państwo z pewnością nie gra uczciwie ale może warto ponieść takie koszty by w przyszłości oduczyć przedsiębiorców kombinowania nawet w sytuacji gdy wydaje się to legalne.
Oczywiście gdybym sam był w tej sytuacji ten post wyglądałby całkowicie inaczej. Pewnie czułbym się oszukany.

Kliknij i zobacz wiecej.

KLIENT...nie zawsze ma RACJĘ !RICHARD BRANSONFragment książki "Like a Virgin":"Nawet jeśli będziesz możliwie najlepiej k...
02/10/2017

KLIENT...nie zawsze ma RACJĘ !
RICHARD BRANSON
Fragment książki "Like a Virgin":
"Nawet jeśli będziesz możliwie najlepiej kierował swoją firmą, zawsze znajdzie się kilku wiecznie niezadowolonych klientów, których zatrzymanie kosztuje cię więcej niż ich utrata".

Szczególnie w naszej branży warto pamiętać, że nie każda utrata klienta jest tragedią. Często może to być błogosławieństwo.

Blog Marzenki cz. 2W dzisiejszym, kolejnym dniu sprzątania dochodzę do jedynego z możliwych, acz zarazem genialnego wnio...
29/09/2017

Blog Marzenki cz. 2

W dzisiejszym, kolejnym dniu sprzątania dochodzę do jedynego z możliwych, acz zarazem genialnego wniosku na temat zawodu sprzątacza, że każdy z nas jest komandosem na froncie walki z brudem i ohydą świata w formie brudnej toalety oraz całej tej reszty do wyczyszczenia. Człowiekiem do zadań specjalnych.

Często zdarza mi się usłyszeć podczas wykonywania mojej pracy, że się mnie podziwia. Podziwia się nas sprzątających za ten nasz upór i siłę w pokonywaniu codziennego morza worków ze śmieciami, kilometrów korytarzy, ton wody w przetaczanym wózku codziennego mozołu naszej pracy na obiekcie.

Któregoś z minionych dni uzbierało się na moim obiekcie tak dużo śmieci, że największy foliowy wór, jaki udało mi się znaleźć osiągną gigantyczne rozmiary. Na jego widok miałam ochotę zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, ale po chwili namysłu odpuściłam. Koniec końcem po co mi fotka ze śmieciami?

Cała ta góra śmieci przerastała mnie wszerz i wzdłuż. Komicznie
więc wyglądałam próbując przeciągnąć to monstrum do śmietnika. „Nie pokonasz mnie Cholero!” - krzyczałam w stronę wora w moich myślach. A góra śmieci dumnie zmierzyła mnie swoim foliowym okiem i ani drgnęła. Wkurzona nie na żarty obrawszy ją za przeciwnika rozpoczęłam moją walkę „na śmierć i życie”.

Mocowałam się zażarcie z worem, gdy zza pleców dotarł do mnie głos obcego pana przypatrującego mi się w akcji: „A cóż to panienka wyczynia?”. „Targam wór świętego Mikołaja” - odparowałam w stronę starszego pana i obydwoje zaczęliśmy się zdrowo śmiać.

Worki workami, ale jest jeszcze gorsza sprawa, z którą my - Marzenki musimy mierzyć się codziennie. Podczas wykonywania tego zadania staramy się nie myśleć o tym, co właśnie mamy zrobić. Jednym z nas wychodzi to lepiej, innym gorzej. Cóż. Zależy od delikatności osoby i zahartowania na placu boju.

Ubikacje! Toalety! Kibelki! Zmora! Przekleństwo każdego z nas. Jeśli zdasz egzamin w brudnej toalecie polegający na jej wyczyszczeniu, to jesteś prawdziwym komandosem.

Zdarza mi się wielokrotnie, że muszę zakładać podwójnie maskę chirurgiczną na buzię, by dokonać dzieła wyczyszczenia na błysk muszli klozetowej, ku uciesze jakiegoś złośliwego człowieka, który nie wiem dlaczego akurat musiał zrujnować moją, zostawiając tam odpad swojego człowieczeństwa. Nie mam pretensji do ludzi słabych, chorych, ale do tych wielce kulturalnych, nieskalanych myśleniem o tych, którzy po nich sprzątają.

Co myśleć podczas sprzątania toalety? Zazwyczaj nic nie myślę. Zapadam się w sobie i staram się nic nie czuć. Dosłownie i w przenośni. Odlatuję myślami na inną planetę, by czym prędzej czmychnąć w siną dal. Nie chcę zohydzić sobie pracy, bo innej nie mam, więc próbuję wyciągnąć z niej również jakieś pozytywy myśląc, że są i gorsze profesje od mojej.

Marzenka.

Adres

Mogilany

Telefon

+48605244444

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Cleaneria umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Cleaneria:

Udostępnij