06/01/2026
https://www.facebook.com/share/p/1AbWsZb473/?mibextid=wwXIfr
Mamy dziś dla Was historię, która naprawde brzmi jak absurdalny żart, ale wydarzyła się serio i może spotkać każdego, kto porusza się autem w leasingu lub najmie długoterminowym. Jeden z naszych rodaków, znany na insta jako , zaczął nowy rok od bardzo kosztownej lekcji czeskich przepisów.
Wyobraźcie sobie taką sytuację: jedziecie spokojnie białym Audi A4 przez Czechy, macie wszystkie dokumenty, nie przekraczacie prędkości i nagle zatrzymuje Was rutynowa kontrola. Policjant sprawdza auto w systemie i... zabiera Wam tablice rejestracyjne. Nie możecie jechać dalej, samochód zostaje na parkingu, a Wy musicie kombinować, jak wrócić do Polski. Co najgorsze, okazuje się że funkcjonariusze działali w pełni legalnie.
W Czechach obowiązują przepisy, o których wielu z nas nie ma pojęcia. Tamtejsza policja ma prawo ściągać zaległe mandaty nie tylko od kierowcy, ale też od właściciela pojazdu. Problem polega na tym, że w przypadku leasingu właścicielem nie jesteście Wy, tylko bank lub firma leasingowa. I tak oto, jeśli ta firma ma na koncie jakieś nieopłacone mandaty z czeskich fotoradarów (dotyczące jakiegokolwiek ich auta!), czeski policjant może zażądać spłaty tego długu od osoby, która aktualnie siedzi za kółkiem. Jeżeli nie zapłacicie cudzych długów na miejscu, policja ma prawo zatrzymać dowód rejestracyjny lub właśnie tablice, żeby uniemożliwić dalszą jazdę. Aby to dobrze wybrzmiało, mandat na miejscu może obejmować całość zadłużenia danej firmy leasingowej w Czechach, a nie jedno konkretne wykroczenie powiązane z tym autem. Przy dużych flotach mówimy o kwotach rzędu dziesiątek tysięcy złotych, co idealnie widać na przykładzie Tomasza - kwota, którą miał podobno zapłacić, była kompletnie oderwana od rzeczywistości. - 24 tys. zł!
Polskie MSZ już od jakiegoś czasu ostrzega przed tą „czeską pułapką”. Największy problem polega na tym, że jako użytkownicy auta nie mamy jak sprawdzić w żadnym systemie, czy nasza firma leasingowa zalega Czechom z płatnościami. To wielkie korporacje, które mają tysiące samochodów, więc o przeoczenie mandatu nietrudno. MSZ dodatkowo jasno wskazuje, że konsul nie zapłaci za Ciebie żadnych mandatów ani cudzych długów, może co najwyżej pomóc w kontakcie z rodziną, leasingodawcą, podać numery do lawet czy tłumaczy.
Tak więc jeśli planujecie ferie czy weekendowy wypad do naszych sąsiadów autem, które formalnie do Was nie należy, miejcie się na baczności
Zdjęcie: Insta: toma_sch