07/01/2024
Za trzy lata o tej porze wchodzi w życie opłata emisyjna od paliw kopalnych w ogrzewaniu domów: ETS 2. Zupełnie o tym cicho – a to przecież niewiele czasu, by się przygotować. Pewnie będzie jak z uchwałami antysmogowymi: większość kraju – w wielkim szoku – dowie się o sprawie 2. stycznia 2027.
Opłata ETS2 – uzależniona od emisyjności CO2 danego paliwa –będzie naliczana na jednostkę handlową (tona / m^3 / litr) przy sprzedaży węgla / gazu / oleju opałowego, stosownie do emisyjności danego paliwa. Początkowo (do 2030) max. cena emisji 1t CO2 ma być ograniczona do 45 euro, co przełoży się na wzrosty cen paliw podane na grafice. Później cena emisji ma wzrastać, aby motywować do rezygnacji z ogrzewania paliwami kopalnymi.
Najwyższe koszty ETS2 będą tam, gdzie węgiel spalany jest z kiepską sprawnością: w starych, niskosprawnych kotłach zasypowych. Lub nawet tych nowszych, ale bez bufora ciepła. To w pewnym sensie sprawiedliwsze niż certyfikaty z laboratorium: od realnej sprawności kotła zależy ile paliwa musisz kupić i ile opłaty ETS2 poniesiesz.
Rosnące koszty węgla/gazu będą pętlą na szyi dla tych, których na zmniejszenie zużycia paliw kopalnych nie będzie stać. Teoretycznie takim osobom ma pomagać specjalny fundusz podobny do rodzimego programu Czyste Powietrze, który zostanie uruchomiony rok wcześniej (2026). Przy czym nie wiadomo, kto i na jakich zasadach miałby z niego korzystać. Chciałbym się mylić, ale mam wrażenie, że powtarza się ten sam schemat co przy uchwałach antysmogowych: bat jest gotowy, zaś marchewkę może później dowiozą, ale i tak pewnie za mało i większość zjedzą ci, co się pierwsi dopchają.
ETS2 nie obejmie: drewna, pelletu i innych rodzajów biomasy (bo to OZE) oraz pomp ciepła (bo to OZE + prąd już podlega pod "stary" ETS). Zatem najpewniej drewno i inne rodzaje biomasy pozostaną najbezpieczniejszą przystanią i podstawowym zamiennikiem węgla. Co nie oznacza, że nie podrożeją. To nieuniknione przy zwiększonym zainteresowaniu.
Po co to wszystko? Chodzi o zmniejszenie uzależnienia Europy od importowanych paliw kopalnych. Własne złoża gazu i ropy są w Europie na wyczerpaniu. U nas węgla zdatnego do domowych kotłów też nie ma na 200 lat tylko dużo krócej. Rośnie uzależnienie od importu, które na co dzień nas nie boli (kto z nas przed 2022 r. zauważał i przejmował się tym, że najlepsze węgle do domowych kotłów kupujemy z Rosji?) ale gdy import się nagle urwie, to stajemy przed widmem przymarzania z braku opału. UE chodzi o to, aby coś takiego się nie powtórzyło. Ale chodzi też o zmniejszenie zależności od importu surowców, która wypompowuje nasze pieniądze na zewnątrz, w dodatku do krajów nie zawsze nam przyjaznych.
Jeśli odchodzenie Europy od gazu się komuś nie spina z Nord Streamami to spieszę poinformować, że Nord Streamy miały dostarczać gaz dla niemieckiego przemysłu a nie dla niemieckich domów. W domach da się zrezygnować z gazu – w przemyśle nie. Plan odchodzenia od ogrzewania domów gazem/olejem (węglem już nikt nie grzeje poza nami) w Europie rozpoczął się na długo przed 2022 a w 2022 wrzucił piąty bieg, czego efektem jest m.in. ETS2. Jeszcze ambitniej działają te kraje, które naprawdę mają nóż na gardle, bo kończą im się niegdyś bogate własne złoża gazu. To Dania, która całkowicie odchodzi od ogrzewania domów gazem do 2030 roku i Holandia, która robi to samo do 2050 roku. Tyle pisania a jeszcze ani razu nie użyłem słowa "klimat" – bo wobec powyższych zupełnie przyziemnych motywów odchodzenia UE od paliw kopalnych w ogrzewaniu domów, klimat jest co najwyżej ładną dekoracją.